Skąd przyszedł Twój ostatni klient?
Jeśli odpowiedź brzmi „z polecenia" — to znaczy, że Google w tym miesiącu pracowało dla kogoś innego. Polecenia są świetne. Problem w tym, że jest ich tyle, ile jest, i nie przybędzie ich, bo bardzo chcesz.
Nie znaleziono
Zmieńmy to.
Strony internetowe i pozycjonowanie
Tworzę strony, które przynoszą telefony, i wprowadzam firmy usługowe na pierwszą stronę Google. Zaczynamy od bezpłatnej konsultacji: mówię, co Cię dziś blokuje i co warto u Ciebie robić.
Chcę bezpłatną konsultację Zobacz wyniki klientów
Pracuję w tym codziennie
Sprawdź to u siebie
Trzy pytania. Odpowiedz sobie szczerze — nikt nie słyszy.
Jeśli odpowiedź brzmi „z polecenia" — to znaczy, że Google w tym miesiącu pracowało dla kogoś innego. Polecenia są świetne. Problem w tym, że jest ich tyle, ile jest, i nie przybędzie ich, bo bardzo chcesz.
Kogo widzisz na górze? Zwykle trzy firmy, o których nigdy nie słyszałeś. Klient też o nich nie słyszał — trafił na nie, bo były pierwsze. O tym, do kogo zadzwoni, decyduje kolejność na liście, a nie to, kto wykona zlecenie lepiej.
Taką sprzed ośmiu lat, otwierającą się pół minuty, z zakładką „Aktualności", w której ostatni wpis jest z 2019 roku. Klient ją otwiera, zamyka i wraca do wyników wyszukiwania. Do konkurencji.
A mogłoby być tak, że dzwonią do Ciebie ludzie, których nigdy nie spotkałeś — i to Ty decydujesz, które zlecenia przyjmujesz.
Liczby, nie obietnice
Każdy wykres to jeden klient i jedna liczba, którą co miesiąc podaje Google albo Senuto. Zero to miesiąc, w którym zaczęliśmy — na lewo od kreski widać, jak było przedtem. Ostatni pomiar: lipiec i sierpień 2026.
Na starcie: nowa strona, gotowa i opłacona — a w wynikach Google jej nie było.
Firma zamówiła stronę i dostała ją postawioną na gotowym szablonie. Wyglądała dobrze i na tym się kończyło: nie weszła do indeksu, więc dla kogoś, kto szukał tych produktów w Google, ta firma nie istniała. Pierwsze wejścia na wykresie pojawiają się jeszcze przed zerem — to efekt wprowadzenia strony do wyników, zanim ruszyła stała współpraca. Potem doszły osobne podstrony pod to, czego ludzie naprawdę szukają, zamiast jednej strony o wszystkim.
Na starcie: strona sprzed lat i dwa hasła w pierwszej trójce wyników — te same od półtora roku.
Tu nie zaczynaliśmy od pozycjonowania. Najpierw powstała nowa strona i trzeba ją było przenieść tak, żeby nie zgubić tego, co jakoś działało. Dopiero potem dało się zbudować resztę: rozdzielić usługi na osobne podstrony zamiast jednej ogólnej i opisać je językiem, którego klienci używają, szukając pomocy.
Na starcie: strona świeżo po przebudowie, na której wejść z Google było z miesiąca na miesiąc mniej.
Przebudowa zrobiła porządek z wyglądem i przy okazji zabrała część treści — kilkadziesiąt adresów zniknęło z sieci razem z ruchem, który przynosiły. Część podstron w ogóle nie weszła do indeksu. Pierwsze tygodnie poszły więc na odzyskanie tego, co już kiedyś działało, zanim doszło cokolwiek nowego.
słowa w pierwszej dziesiątce słowa w pierwszej trójce
Co robię w tej kwocie, co miesiąc
Im większy budżet, tym większy zakres działań w miesiącu — a im większy zakres, tym większych i szybszych efektów można się spodziewać. Wykres jest symulacją: pokazuje tempo, w jakim rosły strony moich klientów przy zbliżonym budżecie, a nie obietnicę wyniku dla Twojej. Ile pracy ma sens akurat u Ciebie i czego realnie można się po niej spodziewać — mówię na bezpłatnej konsultacji.
Niezależnie od kwoty, w pierwszych tygodniach: audyt techniczny, analiza fraz i konkurencji, plan treści na kilka miesięcy, poprawa tytułów, opisów i nagłówków na tym, co już masz, Search Console i Analytics podpięte i skonfigurowane.
Za co płacisz
Bez page buildera i bez wtyczki na każdą drobnostkę. WordPress, jeśli chcesz sam dodawać treści; czysty kod, jeśli strona ma być lekka jak piórko — o tym decydujemy po tym, do czego ma Ci służyć, a nie po tym, co akurat umiem. Obrazki przycięte do rozmiaru, wszystko pisane najpierw pod telefon. Stronę, która ładuje się ospale, człowiek zamyka, zanim zobaczy pierwsze zdanie — i nigdy się nie dowiesz, że tam był.
Najpierw sprawdzam, czego ludzie naprawdę szukają, wpisując to, co robisz, i kto zbiera te kliknięcia zamiast Ciebie. Ta różnica to gotowa lista roboty na kolejne miesiące: teksty pisane Twoim językiem, podstrony pod konkretne usługi i miasta, tytuły, opisy, indeksacja, szybkość. Nie zgaduję, na co „warto by było" — biorę to, czego ludzie już szukają.
Komplet danych, opis, zdjęcia z Twojej firmy, odpowiedzi na opinie i posty, które utrzymują ją przy życiu. Dla firmy usługowej wizytówka bywa ważniejsza niż strona: klient widzi ją w mapach pierwszą, razem z oceną i godzinami otwarcia, i dzwoni, nie wchodząc nigdzie dalej.
Bez tabelek na czterdzieści kolumn i bez słowa „synergia". Widzisz, ile osób weszło z Google, na co Cię znaleźli, co zrobiłem w tym miesiącu i co robię w następnym. Liczby idą prosto z narzędzi Google, nie z mojego zestawienia — możesz je sprawdzić sam, bez pytania mnie o zgodę.
Jeden numer telefonu i jeden adres e-mail. Mój. Nie tłumaczysz sprawy trzeci raz nowemu opiekunowi i nie czekasz, aż ktoś przekaże ją dalej. Odbiera ten sam człowiek, który robi Twoją stronę i pisze Twoje teksty.
Jak to wygląda
Zostawiasz numer. Sprawdzam Twoją stronę, wizytówkę i to, kto Cię wyprzedza w Google. Dostajesz konkret: co jest nie tak i co da się z tym zrobić. Za darmo i bez zobowiązań — nawet jeśli nic razem nie zaczniemy.
Sprawdzam, na co Cię dziś znajdują, a na co znajdują firmy, które stoją nad Tobą w wynikach. Ta różnica to gotowa lista: tematy, usługi i miasta, których u Ciebie brakuje. Ustalamy, co z niej bierzemy najpierw, a co może poczekać.
Zaczynam od tego, co już masz: tytuły, opisy, nagłówki, indeksacja, poprawnie podpięta analityka. Równolegle powstaje plan treści na kolejne miesiące i ustawiam wizytówkę Google. Od Ciebie potrzebuję tylko tego, czego nie zrobię bez Ciebie: zdjęć, informacji o usługach i decyzji.
Od tego momentu pracujemy według planu ustalonego na starcie: kolejne treści, podstrony pod usługi i miasta, wizytówka, poprawki na stronie. Co miesiąc dostajesz raport — wykres, liczby i listę tego, co zrobiłem. Co miesiąc, nie na żądanie.
Ceny
Jeden pracownik na etacie kosztuje firmę około 6 000 zł miesięcznie. Ja zaczynam od 1 000 zł netto — i to jest cała pozycja w budżecie na to, żeby Twój telefon dzwonił.
od 2 000 zł netto
Nie masz strony albo masz taką, że wstyd podać adres.
Najczęściej wybierany
od 2 000 zł netto
+ od 1 000 zł netto/mies.
Chcesz, żeby telefon dzwonił, a nie tylko mieć stronę.
od 1 000 zł netto/mies.
Masz dobrą stronę, chcesz wyprzedzić konkurencję.
Nie każdemu potrzeba tego samego. Jednej firmie wystarczy jedno miasto i kilka usług, inna chce brać zlecenia z całego województwa — i to widać w budżecie. Na bezpłatnej konsultacji mówię wprost, ile pracy ma u Ciebie sens. Także wtedy, gdy wychodzi mniej, niż się spodziewałeś.
Ceny są netto. Do faktury dochodzi VAT. Umowa na czas nieokreślony, miesiąc wypowiedzenia — bez umów na rok.
Moja droga
Sześć lat, dwa zawody i jedna zasada, przy której zostałem.
Pierwsze zlecenie i pierwsze pieniądze z internetu. Wtedy ustaliłem sobie zasadę, przy której zostałem do dziś: strona ma być lekka, bez page buildera, tak żeby otwierała się od razu i dała się rozwijać jeszcze za kilka lat.
Mogłem zrobić najładniejszą stronę i nadal nikt by na nią nie wszedł. Poszedłem na etat do agencji SEO, żeby zdobywać doświadczenie na wielu stronach i w wielu branżach naraz, a nie na jednej rocznie.
Od września 2023 prowadzę własne portfolio klientów. Sam też muszę zdobywać zlecenia — ta strona jest tego przykładem. Kiedy mówię Ci, co zrobić, żeby telefon dzwonił, mówię o czymś, co robię również dla siebie.
Automatyzacje, integracje i agentów AI buduję sam — najpierw dla siebie, potem u klientów, żeby zdjąć im z biurka papierologię. Narzędzia zmieniają się co pół roku, zasada nie: maszyna liczy i przepisuje, decyzję podejmuje człowiek.
Nie każdą stronę da się uratować i nie każdej firmie pozycjonowanie się opłaca. Jeśli u Ciebie nie ma czego ruszać, usłyszysz to na konsultacji — zanim wystawię pierwszą fakturę.
Prowadzenie kilkunastu stron naraz to nie jest praca twórcza. To pilnowanie terminów, ściąganie tych samych danych z tych samych narzędzi, przepisywanie liczb z jednego okna do drugiego i sprawdzanie, czy nic nie wypadło. Można to robić rękami, dopóki klientów jest trzech.
Więc napisałem sobie własny system do prowadzenia klientów. Dane z Search Console, Analytics i narzędzi do widoczności zlatują się same. Raporty składają się z liczb, których nikt nie przepisywał ręcznie, więc nie ma ich jak przekręcić. Zadania, terminy i harmonogramy treści siedzą w jednym miejscu i przypominają o sobie same. Powtarzalną robotę — porównania, zestawienia, pierwsze wersje — biorą na siebie automatyzacje i agenci AI, których ustawiam i pilnuję.
Potem okazało się, że to samo działa u klientów. Zgłoszenie z formularza, które ląduje od razu w systemie, zamiast w skrzynce, do której ktoś zajrzy w poniedziałek. Papierologia, która przepisuje się sama. Integracja, dzięki której dwa programy w firmie w końcu ze sobą rozmawiają.
Dla Ciebie liczy się z tego jedno: im mniej czasu zjada mi administracja, tym więcej zostaje go na Twoją stronę. A każdy tekst i każdą liczbę, które do Ciebie trafiają, i tak czyta przedtem człowiek.
Pytania
Na tyle, na ile chcesz. Podpisujemy umowę na czas nieokreślony z miesięcznym okresem wypowiedzenia. Chcesz kończyć — wysyłasz e-mail, przez miesiąc jeszcze pracuję i się rozstajemy. Bez kar i bez odstępnego.
Nie podpisuję umów na 12 ani 24 miesiące. Jeśli po kilku miesiącach nie widzisz w tym sensu, wolę o tym usłyszeć, niż trzymać Cię zapisem w umowie.
Pierwsze realne efekty to zwykle 3–4 miesiąc. Nie pierwszy.
W miesiąc nie da się wypracować nic sensownego — Google potrzebuje czasu, żeby zauważyć zmiany. Jeśli ktoś obiecuje Ci pierwsze miejsce w miesiąc, sprzedaje bajkę i za pół roku i tak usłyszysz, że „algorytm się zmienił".
Co dostajesz od pierwszego miesiąca: raport z wykresem. Widzisz, w którą stronę to idzie, zanim zacznie dzwonić telefon.
Zobaczysz to na wykresie, zanim zdążysz o to zapytać.
Co miesiąc dostajesz raport oparty na danych z narzędzi Google — nie na moim zestawieniu. Widzisz, ile osób weszło na Twoją stronę z wyszukiwarki, na co Cię znaleźli i w którą stronę idzie krzywa. Jeśli po trzech, czterech miesiącach nie rośnie, usłyszysz to ode mnie pierwszy, razem z powodem.
Nie wiążę Cię na rok. Umowa jest na czas nieokreślony z miesięcznym wypowiedzeniem — jeśli uznasz, że to nie idzie w dobrą stronę, kończysz jednym mailem.
I uczciwie: nie obiecuję konkretnego miejsca w Google ani konkretnej liczby telefonów. Nikt uczciwy tego nie zagwarantuje — a kto gwarantuje, sprzedaje bajkę.
Bo cena bierze się z liczby godzin, a nie z pozycji w cenniku.
Pracowałem w agencji i wiem, jak taka kwota powstaje. Żeby się spięła, jeden specjalista musi prowadzić kilkadziesiąt firm naraz. Wtedy na pojedynczego klienta zostaje kilka godzin w miesiącu — i tyle właśnie dostajesz. Reszta to raport wygenerowany automatem.
U mnie liczba klientów jest ograniczona tym, ile realnie zdążę zrobić. Piszę teksty, poprawiam stronę, prowadzę wizytówkę Google i co miesiąc siadam do wykresów osobiście.
Nie. Nie biorę dwóch firm z tej samej branży i tego samego miasta.
Nie da się uczciwie wprowadzać dwóch firm na to samo pierwsze miejsce. Ktoś zawsze byłby oszukiwany, a ja nie chcę być tym, który wie, komu dziś pomaga bardziej.
Ma to jedną konsekwencję dla Ciebie: jeśli Twoja konkurencja odezwie się pierwsza, odmówię Tobie. Nie z przekory — po prostu miejsce w Twoim mieście i Twojej branży będzie już zajęte.
Nie. Brak strony to często łatwiejszy punkt startu niż strona sprzed ośmiu lat.
Nie ma czego naprawiać ani po kim poprawiać — robimy od razu tak, jak ma być. Jeśli masz stronę i da się na niej pracować, zostawiamy ją i poprawiam to, co przeszkadza. Powiem uczciwie, gdy taniej wyjdzie napisać nową, niż łatać starą.
Jest jedna rzecz, którą warto mieć od pierwszego dnia, nawet bez strony: wizytówkę Google. Dla firmy usługowej z niej dzwoni się najszybciej.
Używam nowoczesnych narzędzi tam, gdzie zdejmują ze mnie to, co powtarzalne. Każdy tekst i każdą liczbę sprawdzam osobiście.
Nie sprzedaję Ci tekstu wypluwanego hurtem — takie treści Google rozpoznaje, a Twój klient wyczuwa po dwóch zdaniach. Wiedza o Twojej branży, przykłady i konkrety wychodzą z rozmowy z Tobą, nie z automatu.
Na każdą miesięczną kwotę składają się te same rodzaje pracy: nowe treści, poprawki na stronie, wizytówka Google, opieka techniczna i raport.
Różni je skala — ile treści powstaje i ile usług oraz miast obejmujemy. To ustalamy na starcie i widzisz to w raporcie co miesiąc, pozycja po pozycji.
Bezpłatna konsultacja
Zostaw numer albo mail. Odezwę się w ciągu jednego dnia roboczego i powiem, co widzę na Twojej stronie. Nic za to nie płacisz i do niczego się nie zobowiązujesz.
PS Konsultacja jest bezpłatna i do niczego nie zobowiązuje — dostajesz ją, nawet jeśli nic razem nie zaczniemy.
Jedna rzecz, o której musisz wiedzieć: nie pracuję z dwiema firmami z tej samej branży w tym samym mieście. Jeśli Twoja konkurencja odezwie się pierwsza, będę musiał odmówić Tobie. Nie z przekory — po prostu miejsce będzie zajęte.